poniedziałek, 31 sierpnia 2015

#2. Stary październik.


Droga N!

Gdy piszę do Ciebie jest ranek, kończę śniadanie i dopijam kawę. To mój pierwszy list do Ciebie, który sobie obiecałyśmy. Trochę to zaniedbałam, nigdy nie ma dobrej okazji, by zacząć pisać. Dzisiaj jednak, pijąc tą moją kawę pomyślałam, że to dobry dzień, by zacząć dotrzymywać obietnicy.

Gdy jesteś daleko, pewnie w środku swoich zajęć myślę, że chciałabym, byś zobaczyła to, co ja. Po roku mieszkania w Krakowie (zachowawczego dystansu, narastającej niechęci i upragnionej akceptacji) zaczęłam szukać tu ładnych miejsc. Zauważyłam, ze Kraków jest najbardziej urokliwy rankiem i wieczorem. Dni wypełnia zawsze pośpiech i wyczekiwanie na coś dobrego, każdy rozgląda się za cudami ( choć może tylko ja tak robię...? ;)), bo akurat w wielkim mieście wszystko jest możliwe.
Noce są odurzające. Widziałaś jedną z nich, gdy mnie odwiedziłaś. Kojarzą mi się z wielkimi ogrodami z masą kwiatów pachnących niesamowicie intensywnie, a nad każdym z nich latają pszczoły, a brzęk i szum wypełnia wszystko, nawet ciebie i w pewnym momencie myślisz, że też chcesz powąchać tych kwiatów. Ulice Krakowa nocą naprawdę tak dla mnie wyglądają.

Wiesz, do jakich doszłam wniosków?
Najlepiej obudzić się wcześnie rano tak, ze jeszcze ciemno jest w pokoju, zaparzyć coś do picia, usiąść tuz przy oknie z napojem i patrzeć na to miasto.
Rano prawie zawsze spowija je mgła. I wtedy myślę, ze to urocze: że w mieście tak nowoczesnym i wielokulturowym, przepełnionym ludźmi, rano unosi się jeszcze coś tak trywialnego i staroświeckiego jak mgła. Można wtedy uwierzyć, że miasto ma jakieś sekrety i pozostały w nim jeszcze resztki prawdziwej magii. Może dlatego w ciągu dnia tak chętnie czekam na cuda jak z baśni?

Gdy tak siedzę tuż przy oknie z kubkiem w ręku, widzę tylko rdzewiejące powoli liście w koronach drzew i mgłę, która stapia się w całość ze stalowoszarym niebem. To piękne, wiesz? Ten odcień szarości, który prawie cię pochłania, bo może gdybyś otworzyła okno, mgła wpełzłaby na parapet, do środka.
Wszystko sprawia wrażenie skondensowanego, ciasnego, a wtedy myślisz, że w tej gęstej mgle nikt nie może czuć się samotny. Mgła zawsze powinna być taka gęsta i szara, zupełnie jakby zapowiadała coś dobrego.

Wiesz, czego nienawidzę?
Gdy niebo przestaje być ciemne, zaczyna blaknąć i widzę jasny błękit być może słonecznego dnia. Mgła jeszcze stoi, ale już teraz widać zarysy domów pomiędzy nią i słychać ćwieki miasta. Kawa już wypita, współlokatorka budzi się na zajęcia, a mgła powoli rzednie kończąc z tajemnicami.
Gdy słońce tak jasno świeci na niebie, nie można być aż tak naiwnym . Trzeba pracować, uczyć się, dążyć do perfekcji, bo nikt Ci nie pomoże, nie zapracuje na Ciebie. Wszytko wokół miga, piszczy i przypomina Ci, że możesz przegrać i zostaniesz z niczym. Więc trzeba wstać i iść pracować. Może tylko podświadomie jeszcze czepiam się nadziei i rozglądam się wyczekująco, ale przyznam Ci się, że coraz rzadziej. Nie mogę i nie chcę czekać na wszystko, to pochłania za dużo energii i myśli, wiec magia Krakowa pryska.
Myślę, że to dobrze.

Czy w miejscu, w którym teraz jesteś, tez tak masz?
Naprawdę mam nadzieję, że jesteś tam szczęśliwa N. Chciałabym, byś ty nie musiała i nie chciała wstawać rano i patrzeć na mgle. Byś miała wszystko, o czym marzysz i nie była samotna, nie tęskniła. Zasługujesz na to.

Ściskam i całuję,



P.S. 
Zeszłoroczny list z mojego starego bloga. 

niedziela, 30 sierpnia 2015

#1. Rozpocząć od bieli.


Mówienie jest rzeczą głupców, milczenie- tchórzy a słuchanie rzeczą mędrców.
Carlos Ruiz Zafón Cień wiatru

Kolejny początek w moim wykonaniu.


Atlas bieli ma być takim swoistym panaceum, bo jestem trochę bardziej ślepa i głucha niż bym sobie tego życzyła. Mniej rozumiem, a jeżeli rozumiem, to wnioski uciekają mi jak woda przez palce.

To irytujące.
To czas wielu decyzji, szybkiego wyciągania wniosków. Nie jestem w tym dobra, przyznam się, że o wiele gorsza niżbym chciała.

Atlas bieli ma być drogowskazem dla mnie. Wskazówką do zrozumienia przemian i ich następstw, bo jest w życiu taki moment, że człowiek czuje się zagubiony albo otumaniony.

Dziennik, epistolografia, niedokończone opowiadania albo przeciwnie- te z domkniętym zakończeniem... chcę tu zostawić wiele rzeczy.

Poza tym chcę też w końcu przyciągnąć do siebie na stałe czytelników- nie będę oszukiwać albo owijać w bawełnę- chcę stworzyć w końcu taką stronę, którą będzie się chciało odwiedzać, nawiązać znajomości w blogosferze, być czytaną i komentowaną.


Myślicie, że mi się uda? 


Wypada to sprawdzić, ale moim zdaniem mam na to całkiem spore szanse.