wtorek, 1 września 2015

#4. Czasy.



Były to czasy wymownego milczenia, jaśminowych nocy i owocowych kompotów.
Ich ciche, coraz wyraźniejsze bulgotanie naginało rzeczywistość, wypełniało stopniowo ciszę, od której z czasem zaczęły bolec nawet uszy.

Pamiętam dłonie. Twoje dłonie Tom, które zawsze były zbyt chłodne. Nie ważne co trzymałeś smukłymi palcami: sztućce, kamień czy moją dłoń. Ten chłód nie był tylko dla mnie, a szkoda, bo byłam o niego wściekle zazdrosna. Myśl, że mógłbyś tymi dłońmi dotknąć inną...

Były to też czasy sztucznych uśmiechów, poprzekręcanych plotek i nigdy nie spadających gwiazd.
Pomiędzy tymi swoimi chłodnymi palcami trzymałeś czasem papierosa. Dym też był Twój. Wiem, że to nie tak, nie musisz mi tłumaczyć. Rozumiem, że  d y m  należał do Ciebie, nie jak guzik od koszuli czy sznurówka od zawsze czystych butów. Ten papierosowy dym był jak przedłużenie Twojego dotyku Tom, czy spojrzenia równie zimnych oczu.
Wiecznie analizujących. Oczekujących. Mojego. Ruchu.

Na koniec były to również czasy zasuszonych kwiatów, głośnych obietnic, wyjmowania z szaf zakurzonych kapeluszy i zgody.

Chciałeś wówczas buntu, Tom? Widziałam wszystko dokładnie. Zaciskałeś wtedy te swoje chłodne dłonie w pięści. Zaciągałeś się tym swoim dymem z papierosa do tego stopnia, że marszczyłeś brwi patrząc na mnie groźnie. Niezmiennie. Wyczekująco.

Białe albo czarne. Trzeba było wybrać. Bo stanie w cieniu niczemu nie służy. Dni były szare, czasy takie same  a ja absorbowałam to, co było wokół: milczenie, noce przesycone zapachem kwiatów z ogrodu, szyderczych słów i nie swoich kapeluszy. Sama byłam nijaka.

Chłód był jakiś. Twoje papierosy były jakieś. Prowokacyjny uśmiech był JAKIŚ.
Wciąż patrzyłeś tymi swoimi zimnymi oczami bez przerwy analizując. Kusiłeś mnie, Tom. 
Kusiłeś, bym przegrała. 

Czasy zmieniają się w zależności od potrzeb.




  




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz