sobota, 7 listopada 2015

#12. Anatomia kłamcy.

Muzyka
Kraków, 5-7 listopada 2015r.


Ukochany Tom!

Spytałeś mnie kiedyś, jak kochają kłamcy. Zdziwiłam się wtedy, szukałam w tych Twoich słowach ironii i ukrytej prowokacji, by na końcu stwierdzić, że pytanie było czysto retoryczne.
Choć wcale nie chciałeś ode mnie odpowiedzi, to mimowolnie zaczęłam się zastanawiać, jaki miałeś w Tym cel. Nigdy nie pytasz o nic bez powodu, prawda? Nauczyłam się już, że kochasz symbole, rozgrzebujesz proste gesty jak leśną ściółkę kijem, szukając w nich ukrytych znaczeń i dorabiasz maski do najbardziej pierwotnych emocji. Nie przeszkadza Ci, kiedy takiego Ciebie analizuję. Przywykłeś, że prawie nigdy nie oceniam, choć uważnie obserwuję. To prawie Ci wystarczy do zaufania.

Z kłamcami jest pewien problem i myślę, że to on nie dawał Ci spokoju. Otóż większość z nich obejmuje zasięgiem tych kłamstewek samego siebie. To nie jest trudne. Czasem, by inni uwierzyli w iluzje, sam musisz ją przeżyć. Patrzysz w oczy i mówisz ze spokojem to, co dla ciebie mogłoby być prawdą.  Nikt nie połapał się, gdzie leży granica, bo cały czas ja zmieniasz. Dlatego istnieje problem z ich ustalaniem- im częściej przekraczasz jakieś granice, tym one coraz mniej znaczą.

Myślę Tom, że kłamcy kochają żarliwie. To specyficzny rodzaj ludzi, do których wszystko dociera z opóźnieniem, bo za kłamstwami najczęściej chowają się przed swoimi strachami. Dobry kłamca nie tylko potrafi wmówić innym swoje racje, ale także umiejętnie przedstawia sobie przekonywujące półprawdy. W ten sposób minimalizuje straty i się dystansuje w momencie krytycznym. Nie bedzie trzęsienia ziemi, kiedy emocjonalne wstrząsy potrafisz umiejętnie przekształcić do lekkiego drżenia serca. Nie zabraknie Ci słów, kiedy rozmawiasz z  tym, którego uśmiechy sprawiają Ci przyjemność, bo akurat w tej chwili może być rywalem. Dopiero kiedy wszyscy sobie pójdą- puszczają tamy.

Prawdziwi kłamcy to z reguły tchórze- rzadko kiedy pozwalają sobie na bilans zysków i strat. Dla Ciebie Tom tchórzostwo jest czymś obcym, nie bałeś się nigdy konfrontacji z rzeczywistością. Irytująco pewny siebie. Cholernie  denerwujący tą swoją arogancją zwykłych ludzi.  Widzisz, niektórzy nie mają odwagi postawić wszystkiego na jedną kartę. Być może w przeszłości robili to zbyt często.

Myślę, że kłamcy kochają żarliwie tylko z jednego powodu- są bardzo samotni. Nie wiem, czy to zrozumiesz. Trzeba się bowiem cały czas pilnować i pamiętać każde łgarstwo, bo nigdy nie wiesz, kiedy trzeba bedzie kontynuować maskaradę. To taki rodzaj samotności,o którym się nie mówi, a który pozostawia sople lodu pod skórą. Czujesz taki chłód, kiedy ludzie Cie widzą, ale nie rozumieją. Za dużo kłamstw, a granice są jak podeptany trawnik, widać tylko stratowaną trawę, której nikt nie pielęgnuje. Jeżeli jednak jakieś uczucie jest wystarczająco natrętne, by skuć lód choć na moment, albo kiedy pomimo specyficznych sztuczek i tak czasem uśmiechasz się kpiąco do samego siebie, bo  wiesz, że te kłamstwa już nie wystarczają... Punkt kulminacyjny, który przypomina przedarcie zasłony. Takie uczucia są mocne Tom, bardziej niż myślisz, bo by przebić się prze kokon, który oplata Cie od niepamiętnych czasów, nie możesz go bagatelizować.

Najgorszy to kłamca i tchórz w jednej osobie, bo będzie kochał w milczeniu. Takim ludziom jest wiecznie zimno, pomimo panującej temperatury. Nie odważy się wyznać uczuć, bo boi się odrzucenia.

Zapomniałam dodać, że mają zwyczaj zakochiwać się w nieodpowiednich dla siebie ludziach. Widziałam na własne oczy dziewczynę, która uśmiechała się do pewnego chłopaka: przystojnego i wygadanego, a który nie zwracał na nią uwagi. Wiesz, ich rozmowa też była specyficzna. Kłóciła się z nim Tom, drwiła z niego i na pierwszy rzut oka można by się zastanawiać, czy w ogóle się lubią. Na szczęście nauczyłeś mnie dostrzegać symbole i zdejmować ludziom maski z twarzy. Tylko ja widziałam ten uśmiech i co chwile powracające do chłopaka spojrzenie, którego on pewnie nigdy nie zauważy- trochę tęskne, znacznie bardziej buntownicze.
Ta dziewczyna wyglądała na przemarzniętą samotnością i tęsknotą.

Wiem, że jesteś dociekliwy, ale nie pytaj mnie o nią. Możesz sobie tak patrzeć wyczekująco, ale niczego to nie zmieni. To moja tajemnica- za nie najbardziej mnie lubisz.
Nie pytaj też skąd wiem to wszystko, bo będę musiała skłamać,


Twoja,






Kocham życie, przyjacielu, i nawet wtedy, kiedy zraniło mnie tak bardzo, że przez krótką chwilę zapragnęłam umrzeć, nawet wtedy nie popełniłam zdrady.
- H. Poświatowska Opowieść dla przyjaciela



Świat udawania jest klatką ,nie kokonem
- Grey's Anatomy

5 komentarzy:

  1. tak analizowałam ten post, krok po kroku...
    i doszłam do wniosku, że był po części o mnie. kiedyś namiętnie kłamałam by uniknąć pewnych rzeczy/sytuacji/ludzi. każda kolejna granica zacierała się i zmieniała tym bardziej im ja mocniej wierzyłam w swoje dane kłamstwo.
    a im człowiek bardziej wierzy w prawdę swojego kłamstwa to z dnia na dzień sam staje się jednym wielkim kłamstwem - zimna, pusta przestrzeń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze dla mnie jest to, by ten,kto czyta wpisy, znalazł coś dla samego siebie. Największą sztuką jest stworzyć coś, z czego można zabrać cząstkę dla siebie. Nie ma większego sensu czytanie, skoro słowa spływają po nas jak woda po kaczce- to trochę marnowanie czasu i zainteresowania czytelnika. Dlatego tak bardzo się ciesze, że Ty znalazłaś tutaj coś dla siebie!

      Pięknie to ujęłaś: "zimna, pusta przestrzeń"- dokładnie o to mi chodziło, dziękuje :).

      Usuń
    2. podpisuję się pod każdym Twoim tutejszym słowem. :) dzisiaj niestety ludzie nie zwracają uwagi na nic co jest napisane. czytają, bo czytają, ale jednak nic nie czytają.
      im bardziej zagłębiam się w Twoje wpisy tym ciężej jest mi je skończyć. jest w nich coś co pobudza pewien obszar moich szarych komórek.

      Usuń
  2. Na początku bałam się zacząć czytać, bo wstęp zapowiadał się na wyjątkowo osobisty (a nawet, rzekłabym, intymny). Ale im dalej, tym coraz większe robiłam ze zdziwienia oczy. Bardzo dobrze się czytało, wnioski... Chyba nie ośmielę się ich wyrazić na głos. Puenta - cudownie przekorna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też boję się czytać takie wpisy, a jeżeli sie na to decyduję, to zwykle nie komentuje. Boję się i chyba nie potrafię poruszać siew takiej sferze przy jednoczesnym zachowaniu granic pomiędzy autorem a czytelnikiem.

      Czytałam kilka razy Twój komentarz i za każdym razem cieszył mnie jeszcze bardziej. Chciałam zdziwić i zaciekawić, ale bałam się, że będzie to trochę kalekie... Naprawdę dzięki za opinię.

      I dzięki za docenienie tej przekory :).

      Usuń