Pokazywanie postów oznaczonych etykietą listy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą listy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 sierpnia 2016

#19. Synestezje, cz.1



Pierwszy list, który stanowi początek pewnej historii. Tłucze mi się ona po głowie od jakiegoś czasu, dlatego postanowiłam po nią sięgnąć. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. 



Do Ptelomeosa!

Wiesz, że nie wybaczam zdrad. Jestem jednak skłonny zapomnieć o twoim braku lojalności, jeżeli przyjmiesz moją propozycję. 

Zanim jednak odmówisz, albo wystraszony pobiegniesz kłusem do Demeter, Artemidy czy kogokolwiek, kto przyjdzie Ci do głowy, doczytaj mój list do końca, pieprzony tchórzu. 

Jeszcze tego nie wiesz, ale zapewne się domyślasz. Za przekazywanie informacji tej zacofanej bogince na temat mojego królestwa, życia oraz tego wszystkiego, co wydawało Ci się dość interesujące, by trafiło do jej uszu, czeka Cię zapłata. Obiecuję Ci (o tak, naucz się tego fragmentu na pamięć i niech ci kołacze po głowie i pląta między myślami!) szczególną atencję, atmosferę na miarę ogni piekielnych, posiłki doprawiane najstaranniej dobranymi truciznami i opiekę katów, którzy będą cie pieścić jak nikt wcześniej. Podsłuchiwałeś mnie na tyle chętnie, by wiedzieć, że nie rzucam słów na wiatr. Możesz być pewny, że temu, co czeka cię po śmierci, wszystkie te średniowieczne zabaweczki i popiskiwania Inkwizycji, nie dosięgają do pięt. 
Możesz mi wierzyć, przyjacielu. 

Jeśli jednak jesteś na tyle rozsądny i cenisz własny grzbiet, zrobisz to, co napiszę. 

Chcę wiedzieć, co dzieje się z Persefoną na powierzchni Ziemi. 

Będziesz mi donosił o wydarzeniach, których nie mogę być świadkiem, kiedy pakt zawiązany z moim bratem zmusza Persefonę do przebywania z dala ode mnie. Nie ominiesz niczego: 
będę wiedzieć, za czym podąża jej wzrok, czyje nerwy koi jej łagodny głos, a zwłaszcza kto jej towarzyszy. Masz notować ich imiona, przydomki, pesele. Znaki zodiaku też się przydadzą. 
Masz wypisywać, kto kradnie jej uśmiechy i pogrywa z uczuciami. Chcę wiedzieć wszystko! 

Gówno mnie obchodzą trudności. Jesteś zdrajcą z natury, nie powinieneś mieć problemów ze złamaniem słowa danego tej płaczliwej wiedźmie czy mojemu głupiemu bratu, który uważa się za wszechwładne bóstwo. Oni wiedzą, że będę szukał sposobu na kontakt z Persefoną. Spodziewają się, że ktoś przejdzie na moją stronę. Doskonale zdają sobie sprawę, że na powierzchni Ziemi jestem ślepy i szukam oczu, uszu oraz głosu, który powie mojej królowej, że o niej nie zapomniałem. Pytanie, czy spodziewają się, że upadnę aż tak nisko, by pisać do ciebie? 

Przemyśl sobie dobrze moją propozycję. Choć twoje centaurze życie jest długie, to wciąż pozostaje niczym w porównaniu do wieczności, jaka tężeje w Krainie Umarłych. Daję Ci szansę, której nawet Zeus Ci nie podaruje, bo, w brew jego irracjonalnym marzeniom, nie ma tu żadnych praw. To nie groźba, a jedynie obietnica. 

Masz trzy dni na odpowiedź, centaurze. 

Hades


P.S. 
Jeżeli Persefona dowie się o treści tego listu, a także tych kolejnych (nie oszukujmy się, przyjdziesz do mnie z trzęsącymi się kopytami, Ptelomeosie), lepiej dla ciebie, by ziemia stała się płaska i byś spadł poza jej krawędź. W innym wypadku znajdę cię, a śmierć bedzie niedoścignionym marzeniem.




Wiesz dlaczego niektórzy ludzie udają, że nic nie czują?
Bo czują za dużo. I to ich przeraża.

— Charlotte Nieszyn Jasińska




niedziela, 7 lutego 2016

#16. Rywalizacje.

Muzyka

J.

Medycyna to nie jest, ale pomagam ludziom. Tak sobie mówię, gdy czytam kolejne podręczniki, robię  notatki i sterty fiszek, powtarzając bez ustanku materiał.

Wiem tylko tyle, że Ty tak na pewno nie mówisz. Nie obchodzi Cie medycyna, a nawet te nasze studia. Takie wyciągam wnioski, gdy nie widzę Cię nigdy z notatkami, gdy w ostatniej chwili przygotowujesz się do kolokwiów albo spóźniasz się na zajęcia kliniczne w szpitalach. Patrzę wtedy na Ciebie J. i zastanawiam się, co Ty tu robisz. Wyglądasz jak ktoś wycięty z innego życia i przyklejony taśmą samoprzylepną do tego naszego.
Wiesz, znosisz to o wiele lepiej ode mnie.

Nie cierpię tej Twojej arogancji, J. Nie angażujesz tak bardzo, a i tak wyniki masz lepsze niż ja. Wtedy te moje fiszki z chorobami są komiczne, niemal dziecinne, a ja sama kurczę się przy Tobie, znowu śmieszna i żenująca. Co mi pozostaje? Kolejna kąśliwa uwaga w Twoją stronę, odwrócenie się plecami i mamrotanie pod nosem haseł:


...Wykonywana w czasie zabiegów neurochirurgicznych
rejestracja czynności wzgórza, wykazała obecność rytmicznych wyładowań, które
były skojarzone z drżeniem. Przypuszcza się, że oscylator wzgórzowy tworzy...


Choć mówię, jaki to jesteś głupi, to nie musisz brać sobie tego do serca. Wiem, że jesteś inteligentny i bystry. Świadomość tego czasem mnie denerwuje zwłaszcza, gdy uśmiechasz się tak lekceważąco i  z łatwością odpowiadasz na pytania, nad którymi ja pewnie  długo bym się zastanawiała.

Nie, wcale Ci nie zazdroszczę. Po prostu nie mogę pogodzić się z myślą, że jestem gdzieś za Tobą w istniejącym tylko w mojej głowie rankingu, skoro nie wkładasz w to żadnej pracy.

Wiedza ucieka jak woda przez palce, gdy jej nie powtarzam. Kiedy przestaję czytać, odchodzę myślami gdzie indziej, zapominam o neuroprzekaźnikach w mózgu i objawach klinicznych cukrzycy typu 1.

Przed egzaminami dogryzamy sobie nawzajem. Nasi znajomi mówią, że zachowujemy się jak przedszkolaki. To dziwne, ale nie umiem z tego zrezygnować. Nie potrafię Ci odpuścić,kiedy kpisz z mojej wiedzy, kiedy sugerujesz zabranie się w końcu do nauki, bo moje oceny są śmieszne... Tylko mi to mówisz J., dlatego nie rezygnuje z tego wyzwania i traktuje Cię dokładnie tak, jak Ty mnie: podważam Twoja inteligencję, żartuję z umiejętności. Przed nikim się do tego nie przyznam, Ty pewnie też tego nie zrobisz i jestem Ci za to wdzięczna: te kłótnie najlepiej nam wychodzą, tylko tak możemy ze sobą rozmawiać.

Czasem nie mogę doczekać się konfrontacji z Tobą, J.

Nie wiem wszystkiego, wielu rzeczy nie potrafię zrobić, ale odbywając praktyki w szpitalu zauważyłam, że jestem uparta. Będę dalej robić sterty fiszek, czytać medyczne podręczniki i słuchać Twoich kpin,ale prawda jest taka, że taką drogę sobie wybrałam sama. Ciężko przyznać mi się do przegranej. Upór to moja najgorsza i zarazem najlepsza cecha.
Radzę Ci to zapamiętać, J. Tak na przyszłość.

Do zobaczenia w kolejnym semestrze,






Każdy powinien mieć ko­goś, z kim mógłby szczerze pomówić, bo choćby człowiek był nie wiado­mo jak dziel­ny, cza­sami czu­je się bar­dzo sa­mot­ny.
- Komu bije dzwon  E. Hemingway






niedziela, 13 grudnia 2015

#13. Dłonie i rywalizacje.

Muzyka
Kraków,  13 grudnia 2015r.
Tom, 

długo nie wiedziałam, co napisać. Do stworzenia tego listu zabierałam się kilka razy, zapisywałam po kolei każdą myśl, jaka pojawiła mi się w głowie, po czym gwałtownie przerywałam, patrzyłam krytycznie na zapisaną stronę i chowałam ją do szuflady. Mam kilka takich kartek, na których spisywałam zwykłe, codzienne chwile, nieokreślone wyobrażenia i przeżycia studenta. Miałam przeczucie, że Ciebie to nie zaciekawi, przeczytasz tylko z przyzwyczajenia historie pacjentów, których spotkałam i naukowe terminy,których zdążyłam się nauczyć. Znam Cie na tyle dobrze, że nawet mogę wyobrazić sobie jak wyginasz lekko kąciki ust ku górze,drapiesz się wolnym gestem po bladym policzku i co jakiś czas odrywasz wzrok od mojego listu, zerkając gdzieś w przestrzeń.
Trochę już o Tobie wiem, Tom i dlatego tak długo niczego nie pisałam. Im dłużej trwa nasza korespondencja, tym Ty bardziej wymagasz ode mnie kreatywności, zaskoczenia i iskry drzemiącej między słowami. W tym jesteśmy do siebie najbardziej podobni: kochamy zaskakiwać innych, ale nas niespodzianki mało bawią. No, może nie te na papierze.

Mam nieszczelne okno w pokoju i dlatego jest mi trochę zimno i zdecydowanie zbyt głośno. Ta grudniowa pogoda jest wypełniona wiatrem, który nawet tutaj nie daje spokoju, bo przeciska się przez nieszczelne okno i gwiżdże, szumi przeciągle, czasem budząc nawet w nocy. Zrobiłam, co mogłam by go uciszyć, podłożyłam koc, by nie było już tak chłodno w pokoju i odrobinę ciszej. Jak możesz to sobie wyobrazić, niewiele to dało, będę musiała zgłosić to do administracji.

Zastanawiam się czasem, czy mogłabym Cię kimś zastąpić. Takie myśli pojawiają się, gdy spotykam kogoś, z kim łączy Cię pewien szczegół. Zdarza się, że jadąc tramwajem mimowolnie zerkam na siedzące obok mnie osoby. Ostatnio dostrzegłam mężczyznę, który miał dłonie niesamowicie podobne do Twoich. Blade, duże dłonie z długimi palcami, które spoczywały spokojnie na kolanach. Wyraźnie uwydatnione kostki pod skórą przyciągały wzrok zupełnie tak samo jak smukłe palce, od czasu do czasu gładzące dłoń lub mimowolnie wystukujące rytm. W ludzkim mózgu największą reprezentacje czuciową w korze mózgowej mają właśnie twarz i ręce. Najbardziej wrażliwe na bodźce, najmocniej potrzebujące stymulacji i niesamowicie wyczulone na zmianę. Wtedy mimowolnie się uśmiecham i przypominam sobie Twoje dłonie trzymające papierosa, ściskające okładkę książki, dotykające kosmyków włosów albo zaciskające się w pięść, gdy ktoś nieostrożnie wyprowadzi Cie z równowagi. Gdybym nie była aż tak skupiona na odgadywaniu Twoich emocji, tak rzadko widocznych na twarzy, skupiłabym wzrok na tych tych dłoniach, gdzie skóra napięta do granic, pod którą tętni gniew, wyeksponowała kostki i ścięgna.
Poza drobnymi szczegółami nie spotkałam jeszcze kogoś tak skomplikowanego jak Ty. To nie komplement. Zagmatwane masz wszystko i to, że jestem tego świadoma, sprawia Ci przyjemność, Tom. Uwielbiasz być tajemniczy i skomplikowany. Kochasz, gdy ktoś się stara Ciebie zrozumieć, bo wtedy Ty z premedytacją mu przeszkadzasz. Przedłużasz zabawę, zastawiasz pułapki, aż w końcu ludzie przestają rozumieć i zostawiają Cię z tymi zagadkami samemu sobie. Ja tego jeszcze nie zrobiłam i dlatego patrzysz na mnie z zainteresowaniem. Ciekawi Cię, dlaczego jeszcze analizuję Twoje zachowanie. Myślisz pewnie, że czegoś szukam. Świadomość,że ktoś rozplątuje te Twoje supły w myślach, z większą intensywnością niż przywykłeś, irytuje Cie jak niespodzianki. Nie przyznasz się Tom, ale w pewien sposób jestem dla Ciebie takim małym zaskoczeniem i też próbujesz poznać moje tajemnice. Zaintrygowałam Cie, bo nie wiesz, co próbuję w ten sposób osiągnąć. Dlaczego chcę Ci je wydrzeć, prawda? Nie powiesz tego na głos, ale zaczęłam Cię denerwować, bo zbyt późno zauważyłeś, że nie gram fair. Prawdopodobnie zacząłeś w końcu widzieć we mnie rywala.

Czasem ruchy tych Twoich pięknych dłoni zdradzają więcej niż jakiekolwiek słowa. Wiem, nigdy tego nie chciałeś. Mówi się trudno.

Nie spiesz się z odpowiedzią. Nie złość się też na mnie zbyt długo. Napisałam to wszystko, bo myślę, że niektóre rzeczy trzeba powiedzieć głośno, a w tym wypadku napisać je wyraźnie. Jeżeli Cie zaskoczyłam, to bardzo się cieszę, Tom. Jeżeli jeszcze czytasz ten list, to wiedz, że lubię Cię zaskakiwać, bo koncentrujesz na mnie większą uwagę. Uwielbiam, gdy na mnie patrzysz.

Nie jestem kimś, kogo można skatalogować, ostatnio nauczyłam się buntować.
To nie wyzwanie, ale prosta informacja.

Bądź zdrów,




Wszędzie tam, gdzie Cie nie ma, jest mi Ciebie za dużo.
-J. Borszewicz

sobota, 7 listopada 2015

#12. Anatomia kłamcy.

Muzyka
Kraków, 5-7 listopada 2015r.


Ukochany Tom!

Spytałeś mnie kiedyś, jak kochają kłamcy. Zdziwiłam się wtedy, szukałam w tych Twoich słowach ironii i ukrytej prowokacji, by na końcu stwierdzić, że pytanie było czysto retoryczne.
Choć wcale nie chciałeś ode mnie odpowiedzi, to mimowolnie zaczęłam się zastanawiać, jaki miałeś w Tym cel. Nigdy nie pytasz o nic bez powodu, prawda? Nauczyłam się już, że kochasz symbole, rozgrzebujesz proste gesty jak leśną ściółkę kijem, szukając w nich ukrytych znaczeń i dorabiasz maski do najbardziej pierwotnych emocji. Nie przeszkadza Ci, kiedy takiego Ciebie analizuję. Przywykłeś, że prawie nigdy nie oceniam, choć uważnie obserwuję. To prawie Ci wystarczy do zaufania.

Z kłamcami jest pewien problem i myślę, że to on nie dawał Ci spokoju. Otóż większość z nich obejmuje zasięgiem tych kłamstewek samego siebie. To nie jest trudne. Czasem, by inni uwierzyli w iluzje, sam musisz ją przeżyć. Patrzysz w oczy i mówisz ze spokojem to, co dla ciebie mogłoby być prawdą.  Nikt nie połapał się, gdzie leży granica, bo cały czas ja zmieniasz. Dlatego istnieje problem z ich ustalaniem- im częściej przekraczasz jakieś granice, tym one coraz mniej znaczą.

Myślę Tom, że kłamcy kochają żarliwie. To specyficzny rodzaj ludzi, do których wszystko dociera z opóźnieniem, bo za kłamstwami najczęściej chowają się przed swoimi strachami. Dobry kłamca nie tylko potrafi wmówić innym swoje racje, ale także umiejętnie przedstawia sobie przekonywujące półprawdy. W ten sposób minimalizuje straty i się dystansuje w momencie krytycznym. Nie bedzie trzęsienia ziemi, kiedy emocjonalne wstrząsy potrafisz umiejętnie przekształcić do lekkiego drżenia serca. Nie zabraknie Ci słów, kiedy rozmawiasz z  tym, którego uśmiechy sprawiają Ci przyjemność, bo akurat w tej chwili może być rywalem. Dopiero kiedy wszyscy sobie pójdą- puszczają tamy.

Prawdziwi kłamcy to z reguły tchórze- rzadko kiedy pozwalają sobie na bilans zysków i strat. Dla Ciebie Tom tchórzostwo jest czymś obcym, nie bałeś się nigdy konfrontacji z rzeczywistością. Irytująco pewny siebie. Cholernie  denerwujący tą swoją arogancją zwykłych ludzi.  Widzisz, niektórzy nie mają odwagi postawić wszystkiego na jedną kartę. Być może w przeszłości robili to zbyt często.

Myślę, że kłamcy kochają żarliwie tylko z jednego powodu- są bardzo samotni. Nie wiem, czy to zrozumiesz. Trzeba się bowiem cały czas pilnować i pamiętać każde łgarstwo, bo nigdy nie wiesz, kiedy trzeba bedzie kontynuować maskaradę. To taki rodzaj samotności,o którym się nie mówi, a który pozostawia sople lodu pod skórą. Czujesz taki chłód, kiedy ludzie Cie widzą, ale nie rozumieją. Za dużo kłamstw, a granice są jak podeptany trawnik, widać tylko stratowaną trawę, której nikt nie pielęgnuje. Jeżeli jednak jakieś uczucie jest wystarczająco natrętne, by skuć lód choć na moment, albo kiedy pomimo specyficznych sztuczek i tak czasem uśmiechasz się kpiąco do samego siebie, bo  wiesz, że te kłamstwa już nie wystarczają... Punkt kulminacyjny, który przypomina przedarcie zasłony. Takie uczucia są mocne Tom, bardziej niż myślisz, bo by przebić się prze kokon, który oplata Cie od niepamiętnych czasów, nie możesz go bagatelizować.

Najgorszy to kłamca i tchórz w jednej osobie, bo będzie kochał w milczeniu. Takim ludziom jest wiecznie zimno, pomimo panującej temperatury. Nie odważy się wyznać uczuć, bo boi się odrzucenia.

Zapomniałam dodać, że mają zwyczaj zakochiwać się w nieodpowiednich dla siebie ludziach. Widziałam na własne oczy dziewczynę, która uśmiechała się do pewnego chłopaka: przystojnego i wygadanego, a który nie zwracał na nią uwagi. Wiesz, ich rozmowa też była specyficzna. Kłóciła się z nim Tom, drwiła z niego i na pierwszy rzut oka można by się zastanawiać, czy w ogóle się lubią. Na szczęście nauczyłeś mnie dostrzegać symbole i zdejmować ludziom maski z twarzy. Tylko ja widziałam ten uśmiech i co chwile powracające do chłopaka spojrzenie, którego on pewnie nigdy nie zauważy- trochę tęskne, znacznie bardziej buntownicze.
Ta dziewczyna wyglądała na przemarzniętą samotnością i tęsknotą.

Wiem, że jesteś dociekliwy, ale nie pytaj mnie o nią. Możesz sobie tak patrzeć wyczekująco, ale niczego to nie zmieni. To moja tajemnica- za nie najbardziej mnie lubisz.
Nie pytaj też skąd wiem to wszystko, bo będę musiała skłamać,


Twoja,






Kocham życie, przyjacielu, i nawet wtedy, kiedy zraniło mnie tak bardzo, że przez krótką chwilę zapragnęłam umrzeć, nawet wtedy nie popełniłam zdrady.
- H. Poświatowska Opowieść dla przyjaciela



Świat udawania jest klatką ,nie kokonem
- Grey's Anatomy

niedziela, 25 października 2015

#11. Herbata.

Muzyka.
Kraków, 25 X 2015
Mój Drogi!

Nauczyłam się parzyć herbaty zupełnie inne od tych, które zwykle pijasz. Te są ciepłe, parzone w spokoju przy otwartym oknie. Na dno szklanki wrzucam imbir, goździki i cytrynę, trochę cukru oraz torebkę zwykłej herbaty. Pewnie teraz myślisz, że to za dużo zachodu, zbytek  i nadmiar ceregieli. Herbata w Twoim wykonaniu jest czarna, gorzka i gorąca tak bardzo, że gdy pijesz ją pospiesznymi łyczkami, parzysz usta. Nasiąkasz tym zapachem, kiedy łapczywie przyciskasz kubek do rąk. Czasem myślę, że o to chodzi, by sparzyć skórę, pochłonąć zapach i intensywność głupiego napoju... Tak tworzysz pretekst do naśladowania ironicznych uśmiechów, jakimi Cie obdarzają znajomi. Kochasz się w nich, przygarniasz gorliwie i nakładasz do przesady.

Możemy pić je razem, wiesz? Potrzebujesz przeciwwagi, nie można przecież cały czas postępować gwałtownie. Doskonale wiem, co robisz. Umiem patrzeć równie uważnie jak Ty, ale się z tym nie obnoszę. Powiem Ci wiec, mój Drogi, że cały czas uciekasz. Ironią chcesz zakamuflować smutki, pewnością ruchów odwrócić uwagę od niepewności szpecącej twarz, a intensywnością wyborów wyprzeć osamotnienie. Lubisz ogień, chciałbyś nim być, bo płomienie wabią ćmy. Pragniesz ponad wszystko ciepła, tego mrowienia w opuszkach palców i poczucia czyjejś obecności wypełniającej oczy. Rozumiem, nie marszcz tak  brwi. Ćmy, choć może i są motylami, ale niemal zawsze giną w cudzym ogniu.

Piszę do Ciebie, by zaprosić Cię na herbatę. Usiądziemy przy oknie i będziemy parzyć te swoje napoje, Ty swój a ja swój. Zaakceptuję Twoje gorzkie parzonki, a Ty, mój Drogi, nie będziesz się krzywił, gdy zacznę wrzucać goździki i kroić imbir. Nie całkowicie, ale  może chociaż trochę?

Piszę do Ciebie ten list, by przede wszystkim zaproponować odpoczynek. Oboje go potrzebujemy, bo kiedyś a zwłaszcza przy kimś trzeba przestać udawać.

Twoja




Zaraz zrobimy kawę. Wprawdzie nie mam kawy, filiżanek i pieniędzy, ale od
czego jest nadrealizm, metafizyka, poetyka snów.

Tadeusz Różewicz- Kartoteka. Kartoteka rozrzucona

niedziela, 27 września 2015

#8. Do znajomego.

Muzyka

Dom, 27 września 2015
J., 

wracam za tydzień na studia. W czasie pobytu tutaj trochę się rozleniwiłam i rozmarzyłam. Niepotrzebnie, ale taką mam naturę, przy byle okazji wracam do pierwowzoru. Ciężko się zmienić, wiem, że Ciebie to irytuje. 

Spokojnie, nie wyślę Ci tego listu, nie zachowam się jak samobójca. Wiem, że w Twoich oczach jestem śmieszna i żenująca. Postanowiłam nie dawać Ci w tym roku powodów do mocniejszego trwania przy tej opinii. Będzie to trudne, bo oboje wiemy, co i jak. 

Gdybym jednak wysłała Ci ten list,opowiedziałabym w nim o przygotowywanych  nocą pożegnaniach, szybkim porządkowaniu myśli przed snem i upychaniu między kartki notesów zapachów i skojarzeń.
To trochę jak gra, jedna z tych, z których się wyśmiewasz. Za dużo patosu mówisz, marnowanie czasu myślisz, zachowujesz się jak pięciolatka rzucasz w momencie, kiedy odwracasz się i idziesz na wykład.

Nie zawsze jestem żenująca stosunku do Ciebie J., nigdy nie biegnę za Tobą. Uśmiecham się tylko i bawię w te skojarzenia. Nie wiem, co myślisz i choć bardzo bym chciała się tego dowiedzieć, to dajmy temu spokój. Nie lubimy się, więc zwierzenia i ten list nie mają sensu. Jednakże czasem, przez chwilę, jestem trochę zazdrosna, że zdradzasz swoje myśli innym, a nigdy mi.

Gdy tak się rozglądam idąc na tramwaj widzę szczegóły, które dla Ciebie nie znaczą nic. Kałuża jest brudną wodą, szum samochodów tylko hałasem a ptaki w parku tłem.

Gdybyś zagrał, może zobaczyłbyś to, co ja:
te ptaki zawsze zrywają się gwałtownie do lotu, a echo trzepotu ich skrzydeł jest tak mocne, że czasem przegania tchórzliwą samotność. 

Myślę o słowach, które układam później w historie. Nienawidzisz fikcji, tylko suche fakty, być może dlatego Cię irytuję. Jaki jest więc powód, dla którego w moim towarzystwie tak dużo mówisz? Sam opowiadasz, a gdy to robisz, ja zawsze się zastanawiam, czy jest w tym cień prawdy. Nigdy byś mi się nie zwierzył, nie mi, więc to, że opowiadasz te historie, kiedy idziemy na zajęcia, jest podejrzane. 
Pytam samą siebie: kłamie? kpi ze mnie? chce zagłuszyć ciszę między nami, z którą ja nie umiem nic zrobić? Masz rację, to śmieszne i żenujące. 

Nie wiem, czemu dziś o Tobie pomyślałam. Nie lubimy się, czuję się skrępowana w Twoim towarzystwie i nie jestem już wtedy taka inteligentna, jak to zwykle o sobie myślę. Ty też nie lubisz tracić na mnie czasu. To, że za tydzień wracamy na studia jest nieistotnym niuansem.

Może to dlatego, że zbliża się czas wyjazdów i pożegnań. Jestem sentymentalna- to też Cię drażni, prawdopodobnie najbardziej- i czuję pewną nostalgię już teraz. 
Wiesz J., w pewien sposób darzę pewną tęsknota również Ciebie i tylko dlatego piszę ten list. 

Spokojnie, na pewno go nie wyślę. Mam w sobie też trochę godności i nawet Ci o tym nie wspomnę. 
Jak już wcześniej napisałam:  nawet się nie lubimy.

Do zobaczenia, I. 



piątek, 4 września 2015

#5. Stary marzec.




Kraków,12 marca 2015
czwartek 
N.! 

Dzisiejszy dzień jest pochmurny, ale jeżeli mogę być szczera, to takie wolę. Okno w mieszkaniu wychodzi na zachód tak, ze popołudniami cały pokój wypełniony jest jaskrawym światłem do tego stopnia, ze trzeba mrużyć oczy. 
W dni takie jak te jest zimno, ale wielkie wałki chmur chowające słońce dają wytchnienie i czas. Dla mnie to niezwykle cenne, nigdy ich dosyć. 

Marzec zawsze przypominał mi tkaninę z nożem wbitym w sam środek. Dzielił się na przed i po. Piszę Ci to, bo uświadamiam sobie, że w tym zalążku wiosny jest potencjał i piękno. 
Piękna do tej pory nie dostrzegałam. No bo co to mogłoby być? Zima ledwo co odeszła, ziemia jeszcze  śpiąca, mokra i brudna, trawa ma kolor topieliska a drzewa są łyse, przygarbione i niezgrabne. Wokół jest szaro, brudno i zimno, a Ty czujesz tylko litość nad tą biedną ziemią, zbyt ospałą, nagą i z pozoru niedołężną. 

Tyle że ziemia nigdy nie jest niedołężna. Zauważyłam, ze w tej brzydocie jest potencjał, tajemniczy zatrzask, który uwalnia życie. Bo trzeba tylko uważnie patrzeć. Wszystko się zbiera w sobie, pełza w górę, otrząsa się, wystawia nieśmiało twarz w stronę stalowoszarego nieba. W roślinach, drzewach, ziemi energia pełza do przodu, kumuluje się... Głupotą jest czuć litość do czegoś, co rodzi się doskonalsze do nas w swej prostocie, na przekór silniejsze. Potrzeba tylko czasu. 
Marzec potrzebuje czasu, by zebrać się w sobie,skumulować w drobnych pędach to co najlepsze. Pozwolić wykluć się z tej brzydoty temu, co później śmiało nazwiesz pięknem. 
W szarości kryje się najwięcej kontrastów. 

Czas może wydawać się bezlitosny. Zależy czego od niego oczekujemy. Wydaje mi się, że gdyby to było możliwe, by coś czuł, gdyby go spersonifikować, Czas czułby litość tylko w stosunku do drzew. Cichych lasów, na w pół martwych borów. Czekających, trwających i rosnących we własnym schemacie, przestrzeni porośniętej mchem. 

Jesteś w stanie to sobie wyobrazić, N.? 




poniedziałek, 31 sierpnia 2015

#2. Stary październik.


Droga N!

Gdy piszę do Ciebie jest ranek, kończę śniadanie i dopijam kawę. To mój pierwszy list do Ciebie, który sobie obiecałyśmy. Trochę to zaniedbałam, nigdy nie ma dobrej okazji, by zacząć pisać. Dzisiaj jednak, pijąc tą moją kawę pomyślałam, że to dobry dzień, by zacząć dotrzymywać obietnicy.

Gdy jesteś daleko, pewnie w środku swoich zajęć myślę, że chciałabym, byś zobaczyła to, co ja. Po roku mieszkania w Krakowie (zachowawczego dystansu, narastającej niechęci i upragnionej akceptacji) zaczęłam szukać tu ładnych miejsc. Zauważyłam, ze Kraków jest najbardziej urokliwy rankiem i wieczorem. Dni wypełnia zawsze pośpiech i wyczekiwanie na coś dobrego, każdy rozgląda się za cudami ( choć może tylko ja tak robię...? ;)), bo akurat w wielkim mieście wszystko jest możliwe.
Noce są odurzające. Widziałaś jedną z nich, gdy mnie odwiedziłaś. Kojarzą mi się z wielkimi ogrodami z masą kwiatów pachnących niesamowicie intensywnie, a nad każdym z nich latają pszczoły, a brzęk i szum wypełnia wszystko, nawet ciebie i w pewnym momencie myślisz, że też chcesz powąchać tych kwiatów. Ulice Krakowa nocą naprawdę tak dla mnie wyglądają.

Wiesz, do jakich doszłam wniosków?
Najlepiej obudzić się wcześnie rano tak, ze jeszcze ciemno jest w pokoju, zaparzyć coś do picia, usiąść tuz przy oknie z napojem i patrzeć na to miasto.
Rano prawie zawsze spowija je mgła. I wtedy myślę, ze to urocze: że w mieście tak nowoczesnym i wielokulturowym, przepełnionym ludźmi, rano unosi się jeszcze coś tak trywialnego i staroświeckiego jak mgła. Można wtedy uwierzyć, że miasto ma jakieś sekrety i pozostały w nim jeszcze resztki prawdziwej magii. Może dlatego w ciągu dnia tak chętnie czekam na cuda jak z baśni?

Gdy tak siedzę tuż przy oknie z kubkiem w ręku, widzę tylko rdzewiejące powoli liście w koronach drzew i mgłę, która stapia się w całość ze stalowoszarym niebem. To piękne, wiesz? Ten odcień szarości, który prawie cię pochłania, bo może gdybyś otworzyła okno, mgła wpełzłaby na parapet, do środka.
Wszystko sprawia wrażenie skondensowanego, ciasnego, a wtedy myślisz, że w tej gęstej mgle nikt nie może czuć się samotny. Mgła zawsze powinna być taka gęsta i szara, zupełnie jakby zapowiadała coś dobrego.

Wiesz, czego nienawidzę?
Gdy niebo przestaje być ciemne, zaczyna blaknąć i widzę jasny błękit być może słonecznego dnia. Mgła jeszcze stoi, ale już teraz widać zarysy domów pomiędzy nią i słychać ćwieki miasta. Kawa już wypita, współlokatorka budzi się na zajęcia, a mgła powoli rzednie kończąc z tajemnicami.
Gdy słońce tak jasno świeci na niebie, nie można być aż tak naiwnym . Trzeba pracować, uczyć się, dążyć do perfekcji, bo nikt Ci nie pomoże, nie zapracuje na Ciebie. Wszytko wokół miga, piszczy i przypomina Ci, że możesz przegrać i zostaniesz z niczym. Więc trzeba wstać i iść pracować. Może tylko podświadomie jeszcze czepiam się nadziei i rozglądam się wyczekująco, ale przyznam Ci się, że coraz rzadziej. Nie mogę i nie chcę czekać na wszystko, to pochłania za dużo energii i myśli, wiec magia Krakowa pryska.
Myślę, że to dobrze.

Czy w miejscu, w którym teraz jesteś, tez tak masz?
Naprawdę mam nadzieję, że jesteś tam szczęśliwa N. Chciałabym, byś ty nie musiała i nie chciała wstawać rano i patrzeć na mgle. Byś miała wszystko, o czym marzysz i nie była samotna, nie tęskniła. Zasługujesz na to.

Ściskam i całuję,



P.S. 
Zeszłoroczny list z mojego starego bloga. 

Obserwatorzy