poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Powidoki


Nie bój się, że Cię zdepczą.
Zdeptana trawa staje się ścieżką.



Nina nigdy się do tego nie przyzna, ale podświadomie wie, że gdyby ojciec był przy niej, nie musiałaby mierzyć tak wysoko. Takiej siebie na pewno by nie polubiła.

Czasem bywa ciężko, ale w ogólnym rozrachunku Nina jest szczęśliwa. Uporządkowany harmonogram studiów oraz powroty do mieszkania wynajmowanego z koleżankami przemykają niepostrzeżenie i kobieta momentami pyta samą siebie jak to możliwe?: już sesja egzaminacyjna, zaraz praktyki wakacyjne, od jutra pierwsza poważna praca…
Gdy co jakiś czas wraca do rodzinnego domu w małej wsi otoczonej przez las, śpi jak dziecko w starym, wysłużonym łóżku. Na śniadanie je nieśmiertelne płatki z mlekiem i pije tanią kawę w u szczerbionym lata temu kubku (zapewniam, że to najsmaczniejszy posiłek na świecie). W takich momentach, siedząc razem z mamą w pomalowanej na zielono kuchni, Nina oddycha głęboko, bo mogłaby udawać, że czas zatrzymał się w miejscu.
Niemal zawsze przywozi do domu książki kupione za grosze w antykwariatach. Ustawia je na starej meblościance, bo od dziecka marzyła o domowej bibliotece. Te, które stoją w salonie obok telewizora, dotyka tylko podczas ścierania kurzu z półek. Ani ona, ani jej rodzeństwo nie czują potrzeby ich czytania, a grzbiety okładek blakną od lat. Mama mówi, że każda z nich należy do niej, tyle że nikt nie widział, by kiedykolwiek po nie sięgała. Już nie ten wzrok mówi, gdy wieczorem wszyscy spotykają się przy kuchennym stole i wtedy nie zapomina wspomnieć o nieśmiertelnym Emilu Zoli upchniętym na którejś półce. Jako dziecko Nina przeczuwała, że te stare, nieczytane książki mogłyby ukrywać sekrety. Kiedy zostawała sama w domu, wspinała się na pufę i zaglądała na najwyższe regały, kartkowała ciężkie słowniki, przesuwała rzędy tomów do przodu, bo nie umiała się pozbyć wrażenia, że zaraz znajdzie… Jako kilkuletnia dziewczynka nie umiała tego nazwać, ale dorosła Nina wie, że szukała wyjaśnień.
Jej matka często milczy, kiedy przesiadują w kuchni po obiedzie. Starsza kobieta głaszcze kota na kolanach, a ona sama opowiada, co dzieje się w jej życiu w K. Kiedy kończą się słowa, milczenie nie ciąży żadnej z nich. Nina, o dziwo, czuje się wtedy najspokojniej, a jej matka po raz pierwszy nie wygląda na zmęczoną. Ta cisza jest jak dzieciństwo, kiedy wszystko pachniało ciepłym mlekiem z miodem i sierścią kota, z którym spała pod pierzyną.

W K. często spotyka się z koleżankami przy lampce wina. Raz, kiedy wspominały swoje dzieciństwo i ojców, Nina musiała tylko słuchać. To jedyne momenty, w których  widzi, że czymś się różni i to jej milczenie jest pełne złości. Stuka niecierpliwie palcem o cienkie szkło i przez krótką chwilę myśli o ojcu, który jest dla Niny jak duch: nie posiada ani twarzy, ani ciała, ani wspomnienia. Formę nadają mu jedynie dwa wyrazy w metryce urodzenia. Gdyby tylko mogła, przepędziłaby jego istnienie ze swojego życia jak te zjawy, w które najstarsi mieszkańcy rodzinnej wsi czasem wierzą. Kobieta słyszy historie o wycieczkach, noszeniu na barana, nazywaniu księżniczkami… I to jest moment, w którym Nina w końcu oddycha głęboko, niemal radośnie. Pije jeszcze jeden łyk tego słodkiego wina i przyłącza się do rozmowy. Też zaczyna opowiadać, jak raz mama dała jej pędzel do ręki i kazała malować jedną ze ścian pokoju, a potem okrzyczała, że przez nią obie mają więcej farby włosach. Przypomina sobie, jak musiały naprawić zamek w furtce i w efekcie pogubiły tylko śrubokręty pożyczone od wujka. Śmiała się w głos, kiedy okazywało się, że im też opowiadano bajkę o Szewczyku Dratewce albo Gdy noc zapada na dworze i ciemno się robi w kurniku…

Potem Nina zastanawia się, czy żałuje, że nie nazywano jej księżniczką.

 Pierwszego dnia w pracy szef na nią warczy, że skserowała nie te dokumenty co trzeba, nie umie odnaleźć się w biurowcu i opóźnia pracę pozostałych... I to daje Ninie odpowiedź. Bierze odpowiednie papiery z cichymi przeprosinami i idzie przed siebie. Z podniesioną głową – to jej wpajano od dzieciństwa, bo mama nie wychowała jej na księżniczkę. Dlatego denerwuje się troszkę mniej przy kolejnych pomyłkach i może dzięki temu nie biegnie do łazienki, by popłakać sobie przy lustrze.

Każda porządna historia o duchach ma swój początek w jego stworzeniu, ale my z Niną wolimy opowiadać o jego ujarzmieniu i o cieple porównywalnym do mocy najjaśniejszego słońca w galaktyce, bo było wystarczające, by zastąpić nieobecnego ojca. Niepotrzebne są zabobonne egzorcyzmy i nazywanie siebie ofiarą, ponieważ Nina nigdy nie chce nią zostać.
Wychowano ją na zdobywcę.


Być może dlatego, gdy pytam o najważniejszą osobę w jej życiu, kobieta opowiada mi o swoich upadkach. Oraz o tym, kto nauczył jej szukać w nich szansy na wygraną.