czwartek, 10 sierpnia 2017

Powidoki, rozdział 1



Eliza sięgnęła po raz kolejny do rękawa drugiej dłoni i szybkim ruchem wygładziła zmarszczkę na koszuli. Ściągnęła łopatki, ostrożnie przeniosła ciężar ciała raz na jedną raz na drugą stronę siedząc tuż przy oknie w restauracji.
            Gdy kelner postawił przed nią filiżankę z kawą i oddalił się w stronę baru, Eliza pozwoliła sobie po raz ostatni zerknąć przez ramię. W cichym wnętrzu restauracji nie pojawił się żaden nowy gość. Niestety nie miała na tyle czasu, by pozwolić sobie na wyczekiwanie przyjaciela dłużej niż sobie obiecywała.
            Daj mu jeszcze chwilę.
            Nie pozostało więc nic innego, jak wypić przyniesiona kawę. Włosy wymknęły się jej zza ramienia przy pochylaniu nad stołem. Pozwoliła im na to, starając się wymyślić, jak się zachowa, jeśli Filip stał się zbyt ostrożny i się nie pojawi.
            Kończą się możliwości…
            Policzyła w myślach do dziesięciu, by nie dać się ponieść emocjom.
Głupia.
Nikt nie mógł nabrać żadnych podejrzeń. Celowo przez pół roku wiodła spokojne życie. Znalazła zwykłą pracę, urządziła mieszkanie i nawet rozglądała się za kotem… By pozbyć się domniemanych podejrzeń, zadbała nawet, by na jej rejestrze w bibliotece były tylko i wyłącznie literatura obyczajowa i kilka kryminałów. Przyjemne, zwyczajne życie niewyróżniającej się niczym kobiety… A jednak Eliza miała wrażenie, że nie uwierzono jej do końca i niektóre rodziny wciąż patrzą kobiecie na ręce. 
Zerknęła na zegarek na nadgarstku. Za godzinę rozpoczynała pracę jako szkolna higienistka i chcąc nie chcąc nie mogła pokazać, jak cała ta sytuacja ją frustruje. Piła powoli tą swoja kawę, a gorycz na języku była jedynym elementem, który mógł rozproszyć zawód oraz powoli kiełkującą panikę.
Bo jakie inne opcje ci pozostały?
Westchnęła poirytowana i zbyt gwałtownym ruchem odstawiła filiżankę na spodek, a napój zakołysał sie niebezpiecznie wokół brzegów naczynia. Odsunęła niecierpliwie siwe włosy z powrotem na plecy i stłumiła pokusę ponownego zerknięcia przez ramię. Nie powinna pokazywać, jak bardzo jej zależy na tym spotkaniu.
-          Czy chciałaby pani zamówić coś jeszcze? - Kelner pojawił się przy jej stoliku trzymając menu.
Eliza uśmiechnęła się do niego grzecznie, chwytając uszko filiżanki.
-          Dziękuję, kawa wystarczy.
-          W takim razie dla mnie zieloną herbatę, proszę.
Kobieta odwróciła się za siebie zaskoczona.
Za nią stał uśmiechnięty Filip z dużym czarnym parasolem w ręku. Kelner szybko poszedł wykonać zamówienie, a spóźniony mężczyzna usiadł na przeciwko Elizy.
-          Czekałaś - powiedział cicho, wciąż uśmiechając się w ten sam sposób. - Bałem się, że dawno sobie poszłaś.
Eliza ujęła filiżankę w obie ręce i oddała uśmiech odnotowując jednocześnie, że Filip wcale jej za swoje spóźnienie nie przeprosił.
-          Skoro już znalazłeś dla mnie czas, to nie mogłam przegapić okazji do spotkania z przyjacielem z dzieciństwa.
            Mężczyzna usiadł wygodnie naprzeciwko niej i spojrzał na nią uważniej, robiąc dokładnie to samo co ona - próbując rozpoznać w swoim towarzyszu dziecko sprzed lat. Szczerze powiedziawszy nie znała tej poważnej twarzy pełnej ostrych rysów i lekkiego zarostu na policzkach. Dziecko, które pamiętała, było ufne i łagodne, nie chciało mieć przed nią i jej siostrą sekretów. Eliza upiła łyk kawy z myślą, że w tym dorosłym ciele najpewniej kryje się zupełnie inny mężczyzna, który jej nie pomoże.
            Działaj ostrożnie, by nie uciekł.
-          Prawie się nie zmieniłaś - powiedział Filip nonszalancko, wpatrzony w jej włosy.
            Kobieta stłumiła uśmiech triumfu i starając się, by ten gest wyglądał naturalnie, przeczesała palcami siwe kosmyki.
-          Szkoda. Myślałam, że chociaż trochę wyładniałam.
            Zaśmiał się cicho, wyraźnie się rozluźniając. Eliza poczuła się lepiej, bo może sprawa nie była z góry przegrana.
-          Może masz rację. Nie byłaś zbyt ładnym dzieckiem.
W tym samym momencie kelner przyniósł herbatę, co stłumiło złośliwy komentarz, jaki cisnął się Elizie na usta. Zadowoliła się uśmieszkiem posłanym Filipowi, a kiedy zostali sami, dodała:
-          To słodkie, że wciąż chowasz w pamięci mój wygląd kilkuletniej dziewczynki, ale ty również  nie byłeś najsłodszym dzieciakiem w okolicy.
Filip uśmiechnął się do niej wymownie, nalewając z przyniesionego czajnika ziołowy napar.
-          Nie krępuj się, powiedz, że dorosłość mi służy.
-          Jednak pozostała w tobie ta dziecięca naiwność.
Mężczyzna parsknął śmiechem i pokręcił głową rozbawiony. W kącikach jego oczu pojawiły się zmarszczki i dopiero po chwili Eliza dostrzegła cienie pod jego oczami. Szybko dostrzegła też inne oznaki zmęczenia: mało precyzyjne, ospałe ruchy, opadnięte ramiona, środek ciężkości wysunięty znacznie do przodu.
-          Twój charakterek za to się nie zmienił - wyznał po chwili. - Zawsze byłaś bezpośrednia, jeśli już zdecydowałaś się wyrazić to, co chodziło ci po głowie.
            Do restauracji weszli kolejni, dość głośni goście, którzy wymieniali uwagi na temat jakiegoś projektu. Eliza zerknęła przez ramię, by im się przyjrzeć. Kiedy po chwili znów zapanowała cisza, a kobieta z powrotem skupiła uwagę na Filipie, spostrzegła, że ten - oparty wygodnie o krzesło wpatruje się w nią przenikliwie.
-          Może wyłóżmy karty na stół - zaproponował cicho, już się nie uśmiechając.- Czego ode mnie chcesz, Elizo?
To proste pytanie trochę ją przeraziło, bo inaczej zaplanowała tą rozmowę. Myślała, że kontroluje jej przebieg, ale najwyraźniej jej przyjaciel z dzieciństwa przejrzał ją na wylot.
            Cóż, skoro i mleko i tak się rozlało, to może nie wszystko stracone i jeszcze uda  się coś ugrać.
            Wzięła głęboki wdech i również oparła się wygodnie o swoje krzesło.
-          Potrzebuję pomocy.
-          Nie.
Odpowiedź przyszła natychmiast i Eliza dopiero po kilku sekundach zaśmiała się nerwowo z niedowierzania.
-          Nawet nie wiesz o co chodzi. To bardzo nieuprzejme po tylu latach …
-          Proszę cię - prychnął zirytowany. - Myślisz, że nie zdaję sobie sprawy, czego dotyczy twoja prośba?
W jego głosie było tyle ironii, że Eliza odruchowo usiadła prosto i spojrzała na niego wyzywająco.
-          Na początek chciałabym cię poprosić, byś mi nie przerywał. Nie jesteśmy dziećmi, a chciałabym mieć nadzieję, że wychowano nas w podobnym szacunku do drugiego człowieka, dlatego nie wcinaj mi się między słowa. Nie zajmie to dużo czasu, oboje jesteśmy ludźmi pracującymi i gdybyś mógł do tego czasu wstrzymać się z wyjawianiem mi swojej decyzji, byłabym wdzięczna.
Filip patrzył na nią z większym zacięciem, ale skinął głową. Westchnął cicho, a Elizie było go niemal żal, kiedy zmęczone ramiona opadły jeszcze bardziej.
-          Mów, Elizo, jeśli takie jest twoje życzenie. Uprzedzam tylko, że strzępisz język. Moja decyzja nie ulegnie zmianie bez względu na to, co powiesz.
Akurat ta odpowiedź idealnie pasowała do schematu rozmowy, który miała ułożony w głowie. Filip był lojalny i Eliza wiedziała, że nie zdradzi on Zgromadzenia i nie wystąpi przeciw prawom przez nich ustalanym. W dzisiejszych czasach taka cecha była na wymarciu.
-          Po twojej paskudnej odmowie mogę przewidywać, jakie masz o mnie zdanie, ale od razu powiem, że jest błędne. Nie mam zamiaru mieszać się do waszej społeczności, prowadzę zwyczajne życie bez magii i naprawdę nie mam zamiaru tego zmieniać. Pojawiły się jednak pewne okoliczności, których nie jestem w stanie rozwiązać inaczej niż przy jej użyciu, a naprawdę próbowałam i to przez lata. Pamiętasz moja siostrę, Hanię?
Filip zmarszczył brwi, ale po chwili skinął głową.
-          Ma od dzieciństwa chore serce, a po ostatnim pobycie w szpitalu lekarz powiedział, że może skończyć się przeszczepem serca. Znasz realia naszego kraju i musisz wiedzieć, że na tak rzadki organ można się nie doczekać.
Mężczyzna spogląda na nią, nic nie mówiąc. Jego herbata wystygła, a i kawa Elizy stała się już zimna. Kobieta starała się patrzeć Filipowi w oczy, licząc w myślach do dziesięciu, by  po chwili zawstydzona uciec wzrokiem właśnie do tej filiżanki.
-          Czego ode mnie chcesz, Elizo? - spytał w końcu, a kobieta powstrzymała westchnienie ulgi. - Jeżeli szukasz lekarstwa dla siostry, to nikt ci go nie da, nawet nasi eksperci nie są wstanie naprawić takich uszkodzeń.
-          Nie potrzebuję lekarstwa, ale czasu -stwierdza Eliza delikatnie, tak, by jej pomysł go nie wypłoszył.- Może są eliksiry, które modyfikują przebudowę komórek sercowych, albo zmniejszają ciśnienie krwi? Coś bardziej efektownego niż leki z apteki i mniej obciążającego dla organizmu… Twoja rodzina nie zajmuje się ich ważeniem, to nie wasza specjalność, więc może nie wiesz, że coś takiego istnieje.
-          Czyli chcesz, bym znalazł kogoś, kto uważa ci eliksir?
-          Chcę konsultacji. Dowiedzieć się, czy idę w dobrym kierunku. Mam już dość czekania, a ten pomysł tłucze mi się z tyłu głowy od dawna. Chcę po prostu wiedzieć, czy warto mieć nadzieję. Jestem już zmęczona niewiedzą.
Filip wzdycha, bardzo głośno i w tym dźwięku słuchać mnóstwo nieprzespanych nocy i własne problemy czekające na rozwiązanie. W takim momencie Eliza odczuwa pogardę dla samej siebie, ale nie pozwala temu uczuciu wyjść na jaw, bo zniszczyłoby cały plan, który wymyśliła.
Po prostu nie patrz na tę twarz.
-          Czy twoi rodzice nie są lekarzami? - Pytanie rzeczowym głosem sprawia, że Eliza przestaje się rozczulać.
-          To nie wpływa na jej miejsce na liście biorców, ani na jakość leków.
-          A twoja matka? - kolejne pytanie, które uświadamia Eliznie, jak mężczyznę trudno podejść. - Dlaczego ona nie szuka pomocy u starszyzny? Jej prośba byłaby zdecydowanie przychylniej rozpatrywana niż…
-          Moja? - wtrąca Eliza a palący gniew drapie jej gardło i po raz pierwszy od jakiegoś czasu ciężko jej zapanować nad emocjami. - Moja matka gardzi waszą magią, nigdy nie chciała w niej uczestniczyć i odcięła by się od rodziny bez względu na decyzje Rady i Zgromadzenia. Przez jej zamknięty umysł to ja przychodzę po pomoc, ale nie mogę zgłosić się oficjalnie z tego samego powodu, dla którego ty patrzysz na mnie tak podejrzliwie i odmawiałeś spotkanie ze mną od miesięcy!
Zdenerwowała się. Eliza doskonale zdaje sobie z tego sprawę, ale dopiero po chwili stara się odzyskać kontrolę. Ręce schowane pod stołem zaciska w pięści i zaczyna liczyć w do dziesięciu tak jak nauczyła ją babcia, kiedy jeszcze żyła.
            Filip przygląda się jej tak samo uważnie, ale może z mniejszą zaciętością. Zupełnie jakby jej wybuch coś przełamał w ich sztywnych kontaktach.
W ciszy, która pojawia się nagle między nimi, nie ma skrępowania, bo każde z nich stara się zaplanować kolejny ruch. W tle gra restauracyjne radio, goście rozmawiają przy jedzeniu, a kelner poleruje sztućce za barem. W tej ciszy Eliza wyczuwa szansę.
 Filip zerka na zegarek, a potem na nią, po raz pierwszy przepraszająco.
-          Muszę wracać - stwierdza, ale są to słowa miękkie, jakby, o dziwo, nie chciał się żegnać.
Eliza zerka na zegarek i zrywa się szybko do wyjścia.
-          Już jestem spóźniona - wyjaśnia i posyła mu uśmiech, który Filip odwzajemnia.
-          Pozwól mi się zastanowić, dobrze?
Kobieta przytakuje ruchem głowy i powstrzymuje się przed szerokim uśmiechem.
-          Przynajmniej nie mówisz nie - wyznaje i żegna się pospiesznie z mężczyzną.

Na barze zostawia banknot kelnerowi i dziękuje za obsługę. Wychodzi dość szybko na zewnątrz, a ciepłe przedpołudnie zapowiada przepiękny, słoneczny dzień. Idąc szybkim krokiem do pracy przypomina sobie nagle, że Filip miał ze sobą parasol.