Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pasja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pasja. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 stycznia 2016

#14. Zapiski zjaw.


Muzyka

- Ta piosenka pachnie deszczem.
            Zerknął na nią znad trzymanego kieliszka, po raz pierwszy tego wieczoru zaciekawiony.
- Deszczem?
            Nawet na niego nie spojrzała, mając wzrok utkwiony wciąż w tym samym punkcie, w okolicy drzwi wejściowych do baru, w którym schowali się przed mroźnym wiatrem, a przez które od jakiegoś czasu wślizgiwał się jedynie mrok nadchodzącej nocy. W wewnątrz było niewielu ludzi, stali bywalcy, kilka nowych twarzy i oni, którzy przychodzili tu czasem wspólnie pomilczeć. Z kolumny przy ścianie leciała cicho muzyka, na którą do tej pory nie zwracał uwagi.
- Nigdy tak nie miałeś?- spytała, upijając łyk drinka.- Zwykle piosenki z czymś się nam kojarzą. Z matką, domówką z młodości, zapachem. Ta piosenka kojarzy mi się z ciepłym, letnim deszczem.
Gdy znikąd, bo na niebie brakuje chmur pełnych wody, spada deszcz tak lekki, że myślisz, że to Ktoś kropidłem chce pobłogosławić tą chwilę, wychodzisz na zewnątrz. Starasz się robić to cicho, stąpać po kamieniach tak delikatnie, nie tyle by się nie zranić, ale nie spłoszyć deszczu. Tyle że wcale nie musisz być taki ostrożny, bo On wcale nie chce uciec, a nawet ci pomaga, tłumi każdy twój krok bębniąc o wszystko, o drzewa, beton a nawet powietrze.
Masz na sobie koszulkę na ramiączkach i zaczynasz wirować wokół własnej osi. Osobna planeta, własna galaktyka, wszechświat we wszechświecie. Nie do końca wiesz, co robisz, czy chcesz ominąć wszystkie krople, czy zagarnąć każdą dla siebie, by spłynęły po skórze, a może roztopiły kształty,rozmyły kolory. Wtedy mógłbyś uformować się na nowo. Albo pozbyć się balastu.
                Znał ją od jakiegoś czasu i w chwilach takich jak ta, milczał. Prawdę mówiąc była mu za to wdzięczna, oboje wiedzieli, że komentarz zniszczyłby jej wizję. On nie potrafił jej ująć w formę, nadać słowom odpowiedniego brzmienia, wiec milczał i smakował moment, w którym znowu go zaskoczyła. Dlatego wciąż utrzymywał z nią kontakt, spotykał się w wieczory takie jak ten, pijąc w milczeniu drinka za drinkiem. Bo niewiele w życiu spraw mogło go zaskoczyć.
                Pomyślał wtedy,że faktycznie tak mogłoby być. Gdyby zobaczył ją w oknie pokoju wynajmowanego w bloku, wirującą i podskakującą na kamiennych chodniku w przemoczonej bluzce, mógłby pomyśleć, że jest dziecinna. Potem przyjrzałby się dokładniej i może stwierdziłby, że ta kobieta jest samotna, a każda kropla, gdyby tylko mogła, zmyłaby smutek i myśli krążące po głowie, żłobiące niepotrzebne wizje. Mógłby nawet dojrzeć, że z każdym krokiem, półobrotem i podskokiem uśmiecha się szerzej, gwałtowniej, jak dziecko lub supernova, przebudowująca wszechświat.






Rozbierz mnie. 
Słowo w słowo. 
A zobaczysz, ile noszę milczenia.
-Erotyk z palcem na ustach M. Brucki 

poniedziałek, 7 września 2015

#6. Dziennik



Odpowiedzialność. Pasja. Samodyscyplina. 


Są dni, gdy wstydzę się za siebie. To nie jest uczucie wzięte z kosmosu, ale plastyczne, realne i jak najbardziej na miejscu. Brud pod paznokciami. Bo faktycznie złamałam obietnice daną jedynie sobie.
Jeżeli oszukuję samą siebie, to co za życie będę wiodła?

Daję się kusić. Najlepsze jest to, że przede wszystkim sama się zwodzę.
Podsuwam sobie pod nos cudze życiorysy, bezpańskie ideały, słowa towarzyszące mi w ciągu dnia. Potem udaje, że wszystko jest na miejscu, w pieprzonym   wyznaczonym skrupulatnie punkcie.

Tyle że to kłamstwo. Prawda jest taka, że Słońce jest zwykłą żarówką, która zaraz się przepali, planety wcale nie krążą po orbitach tylko po prawie-niemalże chaotycznym torze, a ja sama nie wiem, co się dzieje.
Pozwalam na to wszystko.

Sama wodze się za nos, a potem żyję z poczuciem wstydu i bezradności, które pozwoliłam wepchnąć sobie do kieszeni. Taka oto wizytówka.
Wszyscy to widzą, ale ja uparcie twierdzę, że jest inaczej. Przecież ten cholerny  niby-Jowisz i niby-Merkury wiszą tam sobie na niebie, a ja dalej jestem taka niepowtarzalna... Tyle że gdy upadam, jestem jak każda inna. Taka sobie.

Odpowiedzialność. Pasja. Samodyscyplina. 

Mogłyby to być nazwy gwiazd tworzących konstelacje na innym niebie. Nie moim.
Mi nie pomogą, a dlaczego?
Bo wciąż jestem gdzieś pomiędzy:
dzieciństwem i dorosłością 
rzeczywistością i snem 
pragnieniem i obowiązkiem 
... 

Zdarzają się dni, gdy mogę tylko patrzeć.
I tęsknić.


Obserwatorzy