poniedziałek, 7 września 2015

#6. Dziennik



Odpowiedzialność. Pasja. Samodyscyplina. 


Są dni, gdy wstydzę się za siebie. To nie jest uczucie wzięte z kosmosu, ale plastyczne, realne i jak najbardziej na miejscu. Brud pod paznokciami. Bo faktycznie złamałam obietnice daną jedynie sobie.
Jeżeli oszukuję samą siebie, to co za życie będę wiodła?

Daję się kusić. Najlepsze jest to, że przede wszystkim sama się zwodzę.
Podsuwam sobie pod nos cudze życiorysy, bezpańskie ideały, słowa towarzyszące mi w ciągu dnia. Potem udaje, że wszystko jest na miejscu, w pieprzonym   wyznaczonym skrupulatnie punkcie.

Tyle że to kłamstwo. Prawda jest taka, że Słońce jest zwykłą żarówką, która zaraz się przepali, planety wcale nie krążą po orbitach tylko po prawie-niemalże chaotycznym torze, a ja sama nie wiem, co się dzieje.
Pozwalam na to wszystko.

Sama wodze się za nos, a potem żyję z poczuciem wstydu i bezradności, które pozwoliłam wepchnąć sobie do kieszeni. Taka oto wizytówka.
Wszyscy to widzą, ale ja uparcie twierdzę, że jest inaczej. Przecież ten cholerny  niby-Jowisz i niby-Merkury wiszą tam sobie na niebie, a ja dalej jestem taka niepowtarzalna... Tyle że gdy upadam, jestem jak każda inna. Taka sobie.

Odpowiedzialność. Pasja. Samodyscyplina. 

Mogłyby to być nazwy gwiazd tworzących konstelacje na innym niebie. Nie moim.
Mi nie pomogą, a dlaczego?
Bo wciąż jestem gdzieś pomiędzy:
dzieciństwem i dorosłością 
rzeczywistością i snem 
pragnieniem i obowiązkiem 
... 

Zdarzają się dni, gdy mogę tylko patrzeć.
I tęsknić.


2 komentarze: