niedziela, 20 września 2015

#7. Dziennik: Świadomość

Muzyka.





Smutna prawda jest taka, że w istocie życie człowieka składa się z kompleksu nieubłaganych przeciwieństw takich jak dzień i noc, narodziny i śmierć, szczęście i nieszczęście, dobro i zło*



Mam świadomość kilku rzeczy. 

Lubię smak kawy, słodkiej, z mlekiem, wystarczająco chłodnej, by nie sparzyć języka.Wystarczająco cieplej, by strzępki pary gładziły policzki, wnikały we włosy. Na chwilę.

Mam świadomość ulotności słów. Tych jedynie pomyślanych, wypowiedzianych przypadkiem albo wyrzuconych zbyt impulsywnie... a nawet napisanych. Może zwłaszcza tych. Słowa, które zapisuje, są ulotne, bo nie wprawione,trochę ślepe, nienawykłe do dotyku języka, ułożenia ust. Boje się przeczytać na głos to, co napiszę. Więc jedynie poruszam ustami niemo, wypuszczając powietrze z echem słów tłukących się po głowie. Wprawiam się, bo może kiedyś się odważę i je przeczytam.

A może teza jest błędna - słowa wcale nie są ulotne, ale ciężkie jak kamienny pomnik. Zbyt wiele ważą, by po nie sięgnąć. Niemożliwe do przywłaszczenia, niestałe, dwuznaczne jak dwie strony Księżyca. Trzeba siły, by je nagiąć do własnego użytku. Pewności siebie, by się nimi posługiwać. Uporu,by je znaleźć. Trwale jak marmurowe posągi albo przeciwnie- nieuchwytne jak pasma mgły między palcami.




Nie wiemy na pewno, czy jedno zwycięży nad drugim, czy dobro przemoże zło albo radość pokona ból.*



Mam świadomość wielu rzeczy. 

Wiem, że strach jest obecny w człowieku cały czas. Drzemie pod skórą jak pasożyt, by obudzić się z byle drgnieniem mięśni.
Rozumiem, że jeżeli będziesz czekać zbyt długo, to ta twoja kawa wystygnie i nie będzie nadawać się do picia. Usta mogą zapomnieć jak się poruszać i nikomu nie przeczytasz ani jednego zadania.
Pojmuję, że spadające gwizdy to jedynie malutkie kawałki skal spalające się w atmosferze. W tym nie ma magii, jedynie fizyka i prawa natury.

Prawda jest taka, że świadomość jest jedynie początkiem. Nie o tym chcę pisać. Pragnę jedynie powiedzieć, że dobry początek nie wystarczy na usprawiedliwienie zmarnowanych szans. Nie będzie za ciebie świadczyć.

Mam świadomość, że czekam. Nie do końca wiem, na co. Skoro uważam się za taką mądrą, oczytaną, dojrzałą, to dlaczego do cholery nie biorę tego życia w swoje ręce?

Słowa tłuką się po głowie. Historie brzęczą jak bransolety na nadgarstkach. Czasem mam odwagę je opowiedzieć. Czasem nikt nie słucha. O wiele częściej pozwalam im spać w mojej głowie, bezpiecznym, według mnie jeszcze niedojrzałym.

Tyle że mam również świadomości, że nie mam wieczności, by czekać na wszystko.



Życie jest polem bitwy. Zawsze nim było i będzie. W przeciwnym razie istnienie osiągnęłoby kres. *

*Jung.











2 komentarze:

  1. Tak sobie myślę, że czekanie to część naszej natury. I czekamy nawet wtedy, kiedy uparcie przekonujemy samych siebie, że tak nie jest. A wiedzieć, na co się czeka, to przywilej przeznaczony dla wybranych. Ich grono jest raczej wąskie, ale z czasem poszerzy się może o Ciebie, a nawet o mnie.

    Czekać jest łatwiej niż działać, bo wydaje nam się, że jest mniej ryzykowne i nie wymaga od nas podejmowania decyzji. I też czasem przypominam sobie, jak często w swoim życiu tkwiłam z tego powodu w miejscu, kręcąc się tylko wokół własnej osi w poszukiwaniu "nie wiadomo czego", które miało samo się pojawić u stóp. A życie jest ulotne, czego świadomość ukazuje się najostrzej wtedy, kiedy na pewne sprawy jest już za późno.

    Życzę Ci więc (a także sobie), żebyś nauczyła się mądrze czekać - czekać, czerpiąc garściami życie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje Ci za te słowa, bo dobrze czytałaś między wierszami. Tego bym chciała i z całego serca życzę i Tobie!

      Usuń