Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziennik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziennik. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 maja 2016

#18. Dziennik: Gwiazdozbiory.


To nie przepowiednia, czas niezbyt znaczący, a słowa jak szepty nieusłyszane. 
Zabawne, że opowiedziano tą historie właśnie tego dnia, gdy Słońce, Księżyc i Mars znalazły się w jednej linii. 
Choć nie, to wcale nie jest zabawne. 


Muzyka

Dziewczyna zwierzała się przyjaciółce, że nie umie patrzeć ludziom w oczy. Zrozumiałe.
Każdy czegoś nie potrafi.
Tyle że bać się patrzeć w oczy swojemu rozmówcy musi być ciężko. Mogę sobie wyobrazić, jak ta dziewczyna ucieka wzrokiem, wodzi nim po wszystkim wokół, zatrzymuje go na przystanku autobusowym, a nie na swoim rozmówcy. Na koniec wini za to siebie: nieuprzejma, tchórzliwa, dziwna...
Nie usłyszałam, co odpowiedziała jej przyjaciółka. Sama  powiedziałbym pewnie coś zupełnie nieznaczącego.


Czasem trzeba robić rachunek sumienia i spowiadać się ze zmarnowanych szans. Nie dla kary czy nagrody, ale świadomości.

Opowiedziałabym wiele historii. Jedne o tym, dlaczego gwiazdy nie spadają nam na głowy, drugie oparte na faktach, trzecie składające się jedynie z onomatopei. Czwarte o tym, jak dobrze jest się napić z przyjaciółmi, by następnego ranka obudzić się o dziwo bez kaca, z niesamowitą ulgą w sercu. Piąte o pani sprzedającej obwarzanki na rynku, szóste i siódme...

Zabawne mogłoby się wydawać wiele rzeczy, ale w tym momencie nie mogę sobie przypomnieć żadnej konkretnej, tylko TO uczucie: trochę lepkie, zapychające uszy jak jazda samochodem pod górę, wywołujące  suchość na języku i pragnienie... To pamiętam bardzo dobrze i nie do końca wiem, czy się z tego cieszę, czy może trochę mnie męczy.


Nie ma żadnej przepowiedni, tylko matematyka i fizyka oraz trochę kurzu na ulicy, ale wyszłam na zewnątrz,by patrzeć jak Księżyc, Mars i Słońce tworzą jedną linię. Gdybym miała więcej czasu gdybym była mniej leniwa nauczyłabym się astronomii, nawet jeśli w dzisiejszych czasach nie znaczy ona więcej, jak ciekawa umiejętność mogąca zabawić kogoś w trakcie rozmowy. Jednak wiedza, że gwiazdozbiory są uporządkowane, a my trochę mniej sprawia, że ciekawość nie gaśnie.




Nie przegap tych wszystkich dni między dziś a tym, czego się boisz albo nie możesz doczekać.
-Regina Brett





sobota, 17 października 2015

#10. Dziennik: Możliwości.

Muzyka.


Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami.
Patrick Süskind– Pachnidło. Historia pewnego mordercy


Kraków daje wiele możliwości.
Dla równowagi studia i nauka pochłaniają większość czasu i owe możliwości pozostają jedynie w sferze planów.

W piątek udało mi się pójść do krakowskiej filharmonii i po raz pierwszy zobaczyć taki występ.
Cóż, mogę dodać także, że po raz pierwszy zobaczyłam też tak wielką pasję.

Muzykę klasyczną trzeba czuć i podświadomie jej szukać. Tak przynajmniej myślę o tych, którzy jej słuchają i tworzą. Ten rodzaj sztuki w specyficzny sposób działa na odbiorcę, bo nie podaje odpowiedzi na tacy.Nie ma słów, by opisać emocje, prostych zwrotów, by opowiedzieć historię. Wymaga się skupienia i wrażliwości, by w plątaninie dźwięków, niesamowicie harmonijnej nawiasem mówiąc, wyłowić każdą myśl i intencję.

Dyrygentem był Modestas Pitrėnas i jestem pewna, że wspominając koncert orkiestry symfonicznej będę miała go zawsze przed oczami. Będę pamiętać jego pasję i emocje, bo sztuka z natury ma być szczera i dokładnie to widziałam na scenie.

Szczerość, prawdę i emocje. Nie dało się nie uśmiechnąć

Rok akademicki rozpoczął się już na dobre, materiału coraz więcej, stos książek na biurku rośnie,  z dnia na dzień więcej zajęć klinicznych... Nie narzekam, bo jeszcze nie czuję braku czasu i presji zbliżających się zaliczeń. 
Póki co myślę, że Kraków jest pełen możliwości. 

Tylko na końcu analizuję sytuację. Zawsze byłam zbyt ostrożna. 

Na koniec dodam tylko, że w muzyce klasycznej jest pełno tajemnic. Można miedzy jej dźwięki upchać trochę własnych. 


P.S. 
w linku znajdziecie utwór jednego z moich ulubionych artystów. Koncert symfoniczny, w którym uczestniczyłam, odbył się w ramach DNI MUZYKI LITEWSKIEJ W FILHARMONII KRAKOWSKIEJ

P.S.S. 

mam straszne zaległości w czytaniu Waszych blogów- PRZEPRASZAM! 
gdy tylko będę mieć chwile czasu- biorę się do czytania :). 




niedziela, 20 września 2015

#7. Dziennik: Świadomość

Muzyka.





Smutna prawda jest taka, że w istocie życie człowieka składa się z kompleksu nieubłaganych przeciwieństw takich jak dzień i noc, narodziny i śmierć, szczęście i nieszczęście, dobro i zło*



Mam świadomość kilku rzeczy. 

Lubię smak kawy, słodkiej, z mlekiem, wystarczająco chłodnej, by nie sparzyć języka.Wystarczająco cieplej, by strzępki pary gładziły policzki, wnikały we włosy. Na chwilę.

Mam świadomość ulotności słów. Tych jedynie pomyślanych, wypowiedzianych przypadkiem albo wyrzuconych zbyt impulsywnie... a nawet napisanych. Może zwłaszcza tych. Słowa, które zapisuje, są ulotne, bo nie wprawione,trochę ślepe, nienawykłe do dotyku języka, ułożenia ust. Boje się przeczytać na głos to, co napiszę. Więc jedynie poruszam ustami niemo, wypuszczając powietrze z echem słów tłukących się po głowie. Wprawiam się, bo może kiedyś się odważę i je przeczytam.

A może teza jest błędna - słowa wcale nie są ulotne, ale ciężkie jak kamienny pomnik. Zbyt wiele ważą, by po nie sięgnąć. Niemożliwe do przywłaszczenia, niestałe, dwuznaczne jak dwie strony Księżyca. Trzeba siły, by je nagiąć do własnego użytku. Pewności siebie, by się nimi posługiwać. Uporu,by je znaleźć. Trwale jak marmurowe posągi albo przeciwnie- nieuchwytne jak pasma mgły między palcami.




Nie wiemy na pewno, czy jedno zwycięży nad drugim, czy dobro przemoże zło albo radość pokona ból.*



Mam świadomość wielu rzeczy. 

Wiem, że strach jest obecny w człowieku cały czas. Drzemie pod skórą jak pasożyt, by obudzić się z byle drgnieniem mięśni.
Rozumiem, że jeżeli będziesz czekać zbyt długo, to ta twoja kawa wystygnie i nie będzie nadawać się do picia. Usta mogą zapomnieć jak się poruszać i nikomu nie przeczytasz ani jednego zadania.
Pojmuję, że spadające gwizdy to jedynie malutkie kawałki skal spalające się w atmosferze. W tym nie ma magii, jedynie fizyka i prawa natury.

Prawda jest taka, że świadomość jest jedynie początkiem. Nie o tym chcę pisać. Pragnę jedynie powiedzieć, że dobry początek nie wystarczy na usprawiedliwienie zmarnowanych szans. Nie będzie za ciebie świadczyć.

Mam świadomość, że czekam. Nie do końca wiem, na co. Skoro uważam się za taką mądrą, oczytaną, dojrzałą, to dlaczego do cholery nie biorę tego życia w swoje ręce?

Słowa tłuką się po głowie. Historie brzęczą jak bransolety na nadgarstkach. Czasem mam odwagę je opowiedzieć. Czasem nikt nie słucha. O wiele częściej pozwalam im spać w mojej głowie, bezpiecznym, według mnie jeszcze niedojrzałym.

Tyle że mam również świadomości, że nie mam wieczności, by czekać na wszystko.



Życie jest polem bitwy. Zawsze nim było i będzie. W przeciwnym razie istnienie osiągnęłoby kres. *

*Jung.











poniedziałek, 7 września 2015

#6. Dziennik



Odpowiedzialność. Pasja. Samodyscyplina. 


Są dni, gdy wstydzę się za siebie. To nie jest uczucie wzięte z kosmosu, ale plastyczne, realne i jak najbardziej na miejscu. Brud pod paznokciami. Bo faktycznie złamałam obietnice daną jedynie sobie.
Jeżeli oszukuję samą siebie, to co za życie będę wiodła?

Daję się kusić. Najlepsze jest to, że przede wszystkim sama się zwodzę.
Podsuwam sobie pod nos cudze życiorysy, bezpańskie ideały, słowa towarzyszące mi w ciągu dnia. Potem udaje, że wszystko jest na miejscu, w pieprzonym   wyznaczonym skrupulatnie punkcie.

Tyle że to kłamstwo. Prawda jest taka, że Słońce jest zwykłą żarówką, która zaraz się przepali, planety wcale nie krążą po orbitach tylko po prawie-niemalże chaotycznym torze, a ja sama nie wiem, co się dzieje.
Pozwalam na to wszystko.

Sama wodze się za nos, a potem żyję z poczuciem wstydu i bezradności, które pozwoliłam wepchnąć sobie do kieszeni. Taka oto wizytówka.
Wszyscy to widzą, ale ja uparcie twierdzę, że jest inaczej. Przecież ten cholerny  niby-Jowisz i niby-Merkury wiszą tam sobie na niebie, a ja dalej jestem taka niepowtarzalna... Tyle że gdy upadam, jestem jak każda inna. Taka sobie.

Odpowiedzialność. Pasja. Samodyscyplina. 

Mogłyby to być nazwy gwiazd tworzących konstelacje na innym niebie. Nie moim.
Mi nie pomogą, a dlaczego?
Bo wciąż jestem gdzieś pomiędzy:
dzieciństwem i dorosłością 
rzeczywistością i snem 
pragnieniem i obowiązkiem 
... 

Zdarzają się dni, gdy mogę tylko patrzeć.
I tęsknić.


niedziela, 30 sierpnia 2015

#1. Rozpocząć od bieli.


Mówienie jest rzeczą głupców, milczenie- tchórzy a słuchanie rzeczą mędrców.
Carlos Ruiz Zafón Cień wiatru

Kolejny początek w moim wykonaniu.


Atlas bieli ma być takim swoistym panaceum, bo jestem trochę bardziej ślepa i głucha niż bym sobie tego życzyła. Mniej rozumiem, a jeżeli rozumiem, to wnioski uciekają mi jak woda przez palce.

To irytujące.
To czas wielu decyzji, szybkiego wyciągania wniosków. Nie jestem w tym dobra, przyznam się, że o wiele gorsza niżbym chciała.

Atlas bieli ma być drogowskazem dla mnie. Wskazówką do zrozumienia przemian i ich następstw, bo jest w życiu taki moment, że człowiek czuje się zagubiony albo otumaniony.

Dziennik, epistolografia, niedokończone opowiadania albo przeciwnie- te z domkniętym zakończeniem... chcę tu zostawić wiele rzeczy.

Poza tym chcę też w końcu przyciągnąć do siebie na stałe czytelników- nie będę oszukiwać albo owijać w bawełnę- chcę stworzyć w końcu taką stronę, którą będzie się chciało odwiedzać, nawiązać znajomości w blogosferze, być czytaną i komentowaną.


Myślicie, że mi się uda? 


Wypada to sprawdzić, ale moim zdaniem mam na to całkiem spore szanse. 






Obserwatorzy